Studio Poznań, luty 2011, dyskusja na żywo na temat odnalezienia skradzionego w czasie II wojny słynnego obrazu Aleksandra Gierymskiego "Żydówka z cytrynami"

FORBES: BIZNES Z KAŻDEJ STRONY

Styl życia [Forbes 1/10, str. 124]

Ciche kolekcje

przeczytaj artykuł

Krzysztof Musiał, właściciel jednej z największych prywatnych kolekcji w Polsce, czekał aż pięć lat na kupno wymarzonej pracy Leona Tarasewicza. Obrazy z pracy dyplomowej malarza, zaprezentowane w 1984 r. w warszawskiej galerii Foksal, rozeszły się na pniu. Jedną z nich Musiał przypadkiem odnalazł pięć lat temu za granicą, ale ówczesny właściciel nie chciał rozstawać się z eksponatem wycenianym przez rynek na około 200 tys. złotych. Za żadną cenę. Dopiero niedawno, gdy potrzebował pieniędzy, skontaktował się z kolekcjonerem, a ten natychmiast skorzystał z okazji.
- Ostatnio rzadko kupuję na aukcjach. Wyszukuję raczej konkretne pojedyncze prace pasujące do moich zbiorów. Staram się dotrzeć do właścicieli, marszandów lub galerii w różnych częściach świata. To trochę przypomina pracę detektywistyczną - tłumaczy Musiał, założyciel spółki informatycznej ABC Data, właściciel warszawskiej galerii aTAK oraz ponad 800 obrazów, rzeźb i rysunków polskich artystów. Jest jednym z niewielu w Polsce kolekcjonerów sztuki, którzy upublicznili swoje zbiory. Większość, z obawy przed kradzieżą, wciąż woli kupować po cichu.
- O tym, że Ryszard Krauze kolekcjonował sztukę, dowiedziałem się dopiero wtedy, kiedy wystawił zbiory na sprzedaż - mówi Andrzej Starmach, właściciel krakowskiej galerii i marszand. W październiku 2008 r. biznesmen umieścił na aukcji ponad 80 obrazów, m.in. "Portret Zdzisława i Bolesława Włodków jako dzieci" pędzla Jana Matejki, grafikę Brunona Schulza, pastel Witkacego i osiem obrazów Jerzego Nowosielskiego. Fakt, że Starmach, przyjaciel Nowosielskiego i największy promotor sztuki artysty, tak późno dowiedział się o zbiorach Krauzego, najlepiej świadczy o tym, jak hermetyczny i skrzętnie chroniony jest polski światek kolekcjonerski. Do tej pory swoje zbiory zaprezentowali m.in.: były tenisista Wojciech Fibak, Krzysztof Musiał, Grażyna Kulczyk, łódzcy biznesmeni Dariusz i Krzysztof Bieńkowscy oraz Hanna i Jarosław Przyborowscy, założyciele Fundacji Signum.
Ostatnio na kolekcjonerski coming out zdecydował się także Starmach. Z okazji dwudziestolecia działania swojej galerii do 20 grudnia w Muzeum Narodowym w Krakowie zaprezentuje ponad 360 prac przedstawicieli polskiej sztuki współczesnej, m.in. Katarzyny Kobro, Mirosława Bałki, Tadeusza Kantora i Romana Opałki. Wielu artystów było bliskimi znajomymi marszanda, więc z łatwością zdobywał ich prace z wczesnego okresu twórczości.
- Obrazy zacząłem kupować w 1976 roku. Wróciłem wtedy z saksów w Szwecji. Pracowałem tam jako kucharz i zarobiłem pierwsze w życiu konkretne pieniądze, a że nigdy nie interesowały mnie samochody, więc kupowałem sztukę - wspomina Andrzej Starmach.

Podobnie zaczynali inni - w dużym stopniu pierwsze wybory były przypadkowe. Starmach to jedyny wśród polskich kolekcjonerów historyk sztuki. Inni, najczęściej byli lub wciąż aktywni biznesmeni, aby ustalić profil kolekcji i dokonywać trafnych zakupów, szukają porady specjalisty. Krzysztof Musiał pyta o zdanie zaprzyjaźnionego historyka sztuki Jerzego Wojciechowskiego, a Piotr Voelkel, właściciel firmy Vox, Roberta Fizka lub Ryszarda Stanisławskiego, byłego dyrektora Muzeum Sztuki w Łodzi. Voelkel to jeden z trzech znanych poznańskich kolekcjonerów.
W tym samym mieście jego pasję dzieli Grażyna Kulczyk, właścicielka imponującej kolekcji sztuki nowoczesnej, oraz Jarosław Przyborowski, właściciel firmy Lama Gold, który niedawno prezentował część swoich zbiorów w Wenecji. Rozrastające się zbiory skłoniły troje poznańskich kolekcjonerów do utworzenia fundacji zarządzających dziełami sztuki oraz promujących i wspierających finansowo działania zaprzyjaźnionych czy podziwianych artystów. Vox-Artis Voelkela pomógł Magdalenie Abakanowicz zrealizować projekt "Nierozpoznani"
- na terenie poznańskiej Cytadeli artystka ustawiła 112 ogromnych bezgłowych postaci.
Fundacja Art Stations Grażyny Kulczyk zorganizowała wystawy m.in. Doroty Nieznalskiej i plakacisty Waldemara Świerzego. Na zamówienie Fundacji Signum Przyborowskich powstała "Projekcja Poznańska" Krzysztofa Wodiczki.

Przykłady większości polskich kolekcjonerów świadczą o tym, że droga od zbierania do promowania i finansowego wspierania sztuki jest procesem naturalnym. Często przychodzi znacznie wcześniej niż chęć pochwalenia się własnymi zbiorami. Tak było w przypadku Przyborowskich - choć Fundacja Signum działa już od ośmiu lat, dopiero w 2009 r. biznesmen i jego żona pokazali światu część kolekcji.
Od maja do listopada w wydzierżawionym na 20 lat gotyckim Palazzo Donna; w Wenecji zaprezentowali prace m.in. Brunona Schulza, Pawła Althamera i Katarzyny Ko-yry. Fakt, że tylko w 2009 roku zorganizowano wystawy dwóch znaczących polskich kolekcji prywatnych - Starmacha i Przyborowskich - być może świadczy o tym, że opór przed ich upublicznianiem stopniowo maleje.
Młodsi kolekcjonerzy sztuki wydają się o wiele bardziej otwarci. Piotr Bazylko i Krzysztof Masiewicz, autorzy "Prze-wodnika kolekcjonera sztuki najnowszej" i właściciele pokaźnych zbiorów prac twórców związanych z galerią Raster, chętnie mówią o trzymanych za domową szafą starszych zakupach. Na internetowym blogu radzą, co, kiedy i jak kupować oraz którym zjawiskom w świecie sztuki warto przyjrzeć się bliżej. Choć kolekcjonowanie sztuki z definicji jest hobby elitarnym, wąska elita polskich wielbicieli sztuki na pewno będzie się coraz szybciej poszerzała.

Rzeczpospolita

21-07-2005 r.

Inwestowanie z doradcą w dzieła sztuki

przeczytaj artykuł

Prowadzi pan w Poznaniu Galerię Sztuki XX i XXI Wieku. Jako doradca artystyczny zajmuje się pan tworzeniem kolekcji sztuki na prywatne zamówienie. Na czym polega współpraca z kolekcjonerami?

ROBERT FIZEK: Galerię prowadzę wspólnie z żoną Małgorzatą Flik-Fizek, również historykiem sztuki. Sztukę zbierają przedsiębiorcy, architekci, prawnicy, pracownicy biur maklerskich. Ktoś, kto jest specjalistą w swojej dziedzinie, nie musi się znać np. na fotografii artystycznej lub na prawidłowościach rynku. Na bieżąco informujemy naszych stałych klientów, co się dzieje w sztuce, a oni sami podejmują decyzję o zakupie. Monitorujemy międzynarodowy rynek, żeby znać aktualne trendy i w poszukiwaniu dzieł klasyków polskiej sztuki współczesnej.

Doradca artystyczny czuwa, żeby kupowane dzieło było autentyczne, żeby nie miało wad prawnych, przede wszystkim, żeby miało wybitną wartość artystyczną i było dobrą lokatą. Wreszcie, żeby cała kolekcja była naukowo zinwentaryzowana.

Dla osób zainteresowanych samym inwestowaniem wprowadziliśmy ofertę "art banking" - prowadzimy ją również dla klientów kilku banków.

Najnowsza, najmłodsza sztuka może być dobrą lokatą?

W maju tego roku na Międzynarodowych Targach Sztuki w Bazylei kilka obcych galerii niezależnie od siebie sprzedawało obrazy polskiego artysty Wilhelma Sasnala. Miały one ceny 15 - 25 tys. euro. Na drugiej w życiu wystawie indywidualnej Sasnala w 1999 roku w krakowskiej galerii Zderzak jego obrazy można było kupi już od 800 zł. Niektórzy kolekcjonerzy teraz sami do siebie mają pretensję o to, że nie słuchali rad, nie kupowali obrazów tego malarza, kiedy były tanie.

Po czym poznać, że młody artysta zdobędzie międzynarodowe powodzenie, a jego dzieła gwałtownie zdrożeją?

Nikt nie da gwarancji, że nawet utalentowany absolwent ASP odniesie sukces. Na tym między innymi polega przyjemność kolekcjonowania najnowszej sztuki, że nabywca może być odkrywcą przyszłego wybitnego artysty. W 1985 roku Ryszard Stanisławski kupił do zbiorów Muzeum Sztuki w Łodzi pracę dyplomową nikomu wówczas nieznanego Mirosława Bałki, który odnosi teraz międzynarodowe sukcesy, jest wystawiany i sprzedawany przez kilka renomowanych galerii światowych.

Prywatni kolekcjonerzy dzieł klasyków międzywojennej i powojennej awangardy teraz zaczynają zbierać obrazy najmłodszych uzdolnionych absolwentów akademii. Jest w tym pewna nutka hazardu. Dla takich klientów przeglądamy dyplomowe wystawy studentów z Poznania, Warszawy, Krakowa, Wrocławia i Torunia.

Z myślą o prywatnych kolekcjonerach zorganizowaliśmy sprzedażną wystawę prac dyplomowych młodych artystów kończących w tym roku poznańską ASP. Oferowaliśmy np. pracę dyplomową Anny Łoskiewicz, jej instalacja kosztowała 6 tys. zł. Oferowaliśmy w naszej galerii fotografie artystów tuż po studiach, np. Anny Imieli, Dominiki Mróz, Radka Polaka. Wszystkie były do kupienia w cenach 800 - 1200 zł.

Macie państwo w galerii również fotografie Elżbiety Jabłońskiej, która debiutowała parę lat temu, ale już odniosła sukces.

Mamy jej zdjęcia z cyklu "Supermatka", 70 na 100 cm, po 6,5 tys. zł. Kiedy zorganizowaliśmy w galerii wystawę fotografii Eli Jabłońskiej, to przyjechały one bezpośrednio z wystaw w Paryżu i Moskwie. Wszystkie zostały sprzedane. Na razie mniej znane są rysunki artystki. Mamy w ofercie rysunki z cyklu "Kiedy Antek śpi" w cenie 1 tys. zł. Jeden z klientów za 5 tys. zł kupił wykonany przez Jabłońską neon. Neonowy napis w stylistyce pisma jej syna brzmiał: "Czy twój umysł jest pełen dobroci?".

Galeria oferuje także dzieła klasyków powojennej sztuki. Od kilku lat coraz trudniej je zdobyć.

Obrazy Tadeusza Kantora z okresu 1940 - 1970 kosztują 120 - 160 tys. zł, zaś jego rysunki 5 - 8 tys. zł. "Monotypie" Marii Jaremy kupowane są po 30 - 160 tys. Mamy też kompozycje Aleksandra Kobzdeja ze słynnego cyklu "Szczeliny" (15 - 60 tys.).

Na krajowym rynku najpierw wyczerpały się zasoby dziewiętnastowiecznego malarstwa artystów związanych z Akademią w Monachium. Później wykupiono przedwojenny dorobek malarzy należących do Ecole de Paris. Teraz kończą się zasoby klasyki polskiej sztuki nowoczesnej. Krajowy rynek rozwija się według takich samych prawidłowości jak międzynarodowy rynek sztuki, na którym w handlu aukcyjnym i galeryjnym sztuka najnowsza ma bardzo ważną pozycję. W ostatnich kilku latach stała się najlepiej rozwijającym się segmentem światowego rynku sztuki.

W czasach PRL dzisiejsi klasycy nowoczesności zarabiali głównie dzięki zagranicznym sprzedażom. Teraz tamte obrazy wracają do kraju. Import to poważne źródło zaopatrzenia krajowego rynku sztuki. Niedawno w Amsterdamie na aukcji Sotheby's wystawiono obraz Piotra Potworowskiego z wyceną szacunkową 3 - 5 tys. euro. Został kupiony za 40 tys. euro, przyjechał do Warszawy i jest do nabycia w jednej z galerii. Aż 17 klientów licytowało ten obraz przez telefon. Wiele wskazuje na to, że byli to wyłącznie Polacy, kolekcjonerzy, przede wszystkim zaś antykwariusze poszukujący obrazów dla swoich stałych klientów.

Kilka miesięcy temu na aukcji w Mediolanie metalowy "Relief" Henryka Stażewskiego (60 na 100 cm) sprzedano za 32 tys. euro. W Nowym Jorku na aukcji w Sotheby's za 45 tys. dolarów kupiono obraz Wojciecha Fangora. W ciągu ostatnich dwóch lat na aukcjach w Uppsali wykupywano wszystkie oferowane tam dzieła polskiej sztuki nowoczesnej. Kolekcjonerzy i antykwariusze zdają sobie sprawę z tego, że one jeszcze podrożeją. Ich ceny, co naturalne, będą się zbliżać do cen współczesnej sztuki europejskiej. Będą też drożały wraz ze wzrostem zamożności naszego społeczeństwa.

Rozmawiał Janusz Miliszkiewicz, Rzeczpospolita

NEWSWEEK.PL

02-11-2003 r.

Od Picassa do Warhola

przeczytaj artykuł

W Warszawie od 24 listopada, a w Poznaniu od 5 stycznia będzie można zobaczyć najwybitniejsze grafiki ostatniego półwiecza.

Co łączy Pabla Picassa, wielbiciela corridy, z Francisem Baconem, genialnym malarzem samoukiem? Albo Luciana Freuda, wnuka Zygmunta, z Andy Warholem? Ano to, że każdy z nich należy do grona artystów, których twórczość wstrząsnęła światem sztuki. Po nich nic już w tej materii nie wyglądało tak samo. I właśnie ich grafiki - oraz dwudziestu czterech innych twórców - będziemy mogli zobaczyć od 24 listopada w warszawskim Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski, a od 5 stycznia 2005 w Muzeum Narodowym w Poznaniu.

Dzieła wszystkich prezentowanych w Warszawie i Poznaniu artystów należą do stałych ekspozycji muzeów amerykańskich - jak choćby Guggenheim Museum, Museum of Modern Art - oraz najważniejszych europejskich sal wystawowych. Tytuł wystawy "Od Picassa do Warhola" jednak nie w pełni oddaje jej bogactwo, gdyż "najmłodsze" prace zgromadzone na wystawie pochodzą nawet z tego roku. Organizatorom przedsięwzięcia chodziło bowiem o to, by zapoznać polską publiczność z jak największą liczbą wybitnych artystów, którzy przez ostatnie 50 lat wywierali wpływ na sztukę.

Zobaczymy więc prace przedstawicieli pop-artu. Oprócz Andy'ego Warhola będą ryciny Amerykanina Jaspera Johnsa, dla którego źródłem inspiracji są cyfry, litery i flagi. Dzieła Roya Lichtensteina - znanego z fascynacji komiksem, i Aleksa Katza, malującego ogromne portrety. Przyjrzymy się minipigułce z twórczości Claesa Oldenburga - Szweda, tworzącego między innymi rzeźby z usztywnionych tkanin, czy Reda Groomsa - twórcy niezwykle barwnych mozaikowych płaskorzeźb. Zapoznamy się z próbką twórczości artystów uprawiających sztukę figuratywną (czyli mniej więcej realistyczną). Jej reprezentanci to Frank Auerbach - Brytyjczyk o niemieckich korzeniach, malujący przede wszystkim portrety przyjaciół i widoki miasta, czy angielski malarz samouk Francis Bacon, wymieniany zaraz po Pablu Picassie jako jeden z najważniejszych malarzy XX wieku.

Jeśli nie liczyć Picassa, Bourgeois, Bacona czy Moora - polska publiczność zetknie się z prezentowanymi na wystawie twórcami po raz pierwszy. W sumie zobaczymy 102 prace. Wszystkie pochodzą z Marlborough Gallery w Nowym Jorku.

A Marlborough Gallery to jeden z najbardziej prestiżowych prywatnych domów wystawowych. Z filiami w Londynie, Madrycie, Rzymie, Monte Carlo, Nowym Jorku i Santiago de Chile. W świecie marszandów mawia się, że jeśli Marlborough zwróci uwagę na jakiegoś twórcę, oznacza to, że jest on skazany na sukces. Spośród polskich artystów jak dotąd jedynie Magdalena Abakanowicz wzbudziła zainteresowanie marszandów z Marlborough. I właśnie grafiki Abakanowicz "Twarze" oraz cykl "Katharsis" będą polskim akcentem ekspozycji.

Pośrednio ta artystka jest "sprawczynią" całego przedsięwzięcia: w ubiegłym roku na otwarcie ekspozycji jej prac przyjechał do Poznania Pierre Lavai, dyrektor Marlborough Gallery. Pomysł wystawy zrodził się podczas jego rozmowy z Piotrem Voelkelem, założycielem polskiej fundacji VOX-Artis, i jego doradcą Robertem Fizkiem. Fundacja zajmuje się promocją sztuki polskiej, m.in. współfinansowała ubiegłoroczną poznańską wystawę Abakanowicz. Teraz zajęła się stroną organizacyjną wystawy i pokryła dużą część związanych z tym wydatków.

Wyboru prezentowanych grafik dokonali Amerykanie: chodziło przede wszystkim o to, aby polski widz zobaczył, co jest ważne i cenione w sztuce z perspektywy amerykańskiej.

Prace są wyraziste, budzą zainteresowanie nie tylko kolekcjonera o wyrafinowanym guście, ale i przeciętnego zjadacza chleba, który po prostu chce obejrzeć ładny, dekoracyjny przedmiot. Wymiary prac też odbiegają od naszych wyobrażeń o grafice. W Stanach Zjednoczonych tworzy się ryciny mierzące po kilka metrów. Choć tak dużych grafik nie będzie na warszawskiej wystawie, jednak i tak są one znacznie większe niż te, które zwykle widujemy w polskich muzeach. I właśnie ze względu na tę dekoracyjność oraz ceny o wiele niższe od tych, jakie osiągają obrazy (najdroższa prezentowana na wystawie grafika - "Twarz i zegar" Jaspera Johnsa - została wyceniona na 28 tysięcy dolarów), w USA i na zachodzie Europy obserwuje się wzmożone zainteresowanie tym rodzajem sztuki. Być może wystawa w Zamku Ujazdowskim zachęci polskich kolekcjonerów do kupowania grafik. Bo z pewnością znajdzie się gromadka takich, których stać na kupno grafiki np. Magdaleny Abakanowicz. Cena do uzgodnienia z Marlborough Gallery...

Marlborough Gallery